|
Akatsuki Family |
Kakuzu
Zabije. Albo nie. Zabiorę serce a potem zabiję. Hidan mnie już tak wnerwia, że jestem gotowy zabić tą gnidę. Przyniósł mi przed chwilą jakieś chwasty i próbował wmówić, że to tulipany. Teraz siedzi gdzieś pod drzewem i skarży swojemu bogowi, że odrzuciłem jego „kwiatowe oświadczyny”. Wracamy właśnie do siedziby Akatsuki po nieco spieprzonej misji. Do wieczora powinniśmy dojść, o ile Hidan skończy się szybko modlić. Przyszedł do mnie po skończonych rytuałach cały ulany krwią. Wsadził se palec do gęby i zaczął go ssać, by mnie wnerwić jeszcze bardziej (o ile to możliwe). Rzuciłem się na niego, wyciągnąłem z kieszeni chusteczkę higieniczną i powoli zacząłem wycierać czerwoną ciecz z twarzy mojego jebniętego towarzysza. Hidan był wyraźnie rozczarowany moim zachowaniem. Powiedział mi nawet, że jeżeli nie dam mu za chwilę słodkiego całusa, to spali mi walizki z pieniędzmi. W obawie o stratę dużej kasy postanowiłem zrobić to o co prosi. Pochyliłem się nad nim, gdy ten mnie popchnął i przewrócił na plecy. Poczułem na sobie ogromny ciężar… Już słoń waży mniej.
- Co ty…? – urwałem a raczej mi urwano. Ten dzikus… mnie pocałował!
Już miałem dać mu kopa, gdy pod bluzką poczułem dwie chłodne dłonie. Cichy jęk wydostał się z mojego gardła. Ten uśmiechnął się chytrze, a gdy nie zaprzestał swoich działań wyciągnąłem prawą rękę przed siebie pozwalając by cienkie żyłki oplotły ciało Hidana i odsunęły go na bezpieczną dla mnie odległość. Nie, żebym tego nie chciał, ale ziemia nie jest zbyt wygodna a jego płeć mi nie odpowiada… ZARAZ! O CZYM JA DO CHOLERY MYŚLĘ! STFU! Chyba brak większej gotówki tak na mnie działa. A przy okazji – do siedziby Akatsuki dotarliśmy ostatni. Jak jakieś ofermy. Idę do Hidana by go zabić.
Sasori
Obudziłem się w łóżku. Zaskakująco wygodnym łóżku. A do tego nie w moim pokoju. Ściany były jasnoniebieskie, a przy okazji było tu obrzydliwie czysto. Zdecydowanie to nie moje miejsce. Usłyszałem szczęk drzwi, więc szybko zamknąłem oczy udając, że wciąż śpię. Ktoś podszedł do mnie i przykrył zrzuconą na podłogę kołdrą. Czyjaś ręka powędrowała na moją głowę i zaczęła mi delikatnie mierzwić włosy. Do uszu dotarł szept, że za chwilę przyniesie mi coś do jedzenia. Już dobrze wiedziałem gdzie jestem i kto mnie tu trzyma. Dopiero jak wyszedł zauważyłem gliniane figurki na szafce. Nic by nie było w tym dziwnego, gdyby nie ich postura. Kształtem przypominały ludzi. Ciężko było stwierdzić kogo przedstawiały. Deidara zawsze uważał się za artystę, chociaż jego dzieła w niczym nie przypominały tego co ja uważam za sztukę. Sięgnąłem po jedną z nich i zacząłem się jej bliżej przyglądać. Deidara nie używał kolorów, tylko białej, podejrzliwie wyglądającej masy. Wszedł do pokoju z pełnym talerzem jedzenia. Zrobiło mi się niedobrze. Już nawet nie pamiętam, kiedy miałem coś w ustach. Picia też nie potrzebowałem.
- Już się obudziłeś, un! ^-^ - podszedł do mnie z szerokim uśmiechem.
- Chyba nie myślałeś, że będę spał wiecznie..
Deidara przygryzł dolną wargę, postawił talerz na szafce obok i wskoczył na łóżko. Usiadł mi na brzuchu i sięgnął ręką po jakieś ciastko. Przystawił mi je do ust, ale ja nie zamierzałem nic robić.
- Nie chcę – powiedziałem spokojnie.
Deidara włożył kawałek ciastka pomiędzy swoje wargi i pochylił się nade mną.
- A teraz chcesz? – wymamrotał podając mi w zębach ciastko.
Skrzywiłem się, ale żeby się nie kłócić zabrałem od niego smakołyk. Nie zjadłem go, bo nie mogłem. Ale żeby idiota zostawił mnie w spokoju trzymałem ciacho w zębach.
- No jedz, un
- Nie. Zejdź ze mnie! Weź stąd to żarcie! – krzyknąłem kiedy zaczął mi machać talerzem przed nosem.
- Jesteś o wiele milszy kiedy śpisz.
Hidan
Kakuzu wlazł mi do pokoju bez pukania, i nawet zapytania o zgodę. Właśnie se kurwa odprawiałem rytuały dla Jashina, gdy ten do huja brutalnie pchnął mnie na wyrko. Nie Jashin. Kakuzu do cholery. Kopnąłem go w jajca i schowałem się pod wyrkiem. Obiecał mi wolną i bolesną śmierć jak wracaliśmy do bazy. Kurwa za jeden nędzny buziak i niedokończony, pierdolony gwałt … Kakuzu wyciągnął mnie spod wyra. Szybko się do niego przytuliłem i zacząłem go kurwa przepraszać. Zaraz… ! Wróć! Ja nie muszę go za nic do huja przepraszać! Jestem nieśmiertelny kurwa jasna! MWAHAHAHAHA! Ops… Ja się zaśmiałem na głos… Kakuzu wyszedł trzaskając jebanymi drzwiami. Pewnie pomyślał, że mi odjebało MWAHAHA. Koniec przyjemności kurwa mać. Trzeba się zabrać za modlitwę o .. o… no właśnie kurwa…. O co?
Deidara![]()
Wyszliśmy oboje na dwór pooddychać świeżym powietrzem. Nagle niewiadomo skąd wyskoczył Tobi i zepsuł mi cały plan.
- Tobi szuka Zetsu! Tobi chce pomóc w fotosyntezowaniu się!
- Tu go nie ma o.O’ – odpowiedziałem, współczując biednemu Zetsu…
- Tobi dobry chłopiec! Tobi potrzebuje pomocy w złapaniu Zetsu! Tobi myśli, że jego przyjaciel się odwodni!
Sasori westchnął po czym zrobić kilka kroków do przodu i zaproponował pomoc Tobiemu. O.O Gęba mi opadła… Kto normalny chciałby pomóc temu… czopkowi?
Zostawili mnie oboje zdezorientowanego…. Potem słyszałem tylko krzyk Zetsu i radość Tobiego.
- Tobi pomoże Zetsu! Tobi podleje!
- AAA! TO SOK Z PORZECZEK! POMOCY!
- Tobi zadowolony, że Zetsu szczęśliwy! Tobi dobry chłopiec!
______________________________________
o.O' Sorcia, za aż taki poślizg... były wakacje :P Sie wypoczywało no! XD Dobra, jak narazie to tyle. Potem pomyśle nad resztą :P Nowa nocia obiecuje, że niedługo =]
KyO