|
Akatsuki Family |
Hidan
Znowu jakaś ciota przylazła. Ja go do kurwy nędzy poświęcę dla Jashina. Nie będzie mi się jakaś kolejna cipa pałętała pod nogami. Nie dość, że Deidara jest problemem. A tak w ogóle to gdzie do kurwy jest Kakuzu? Normalnie go któregoś pięknego dnia zapierdolę swoją cudną kosą. Od trzech dni Zetsu się przy nim kręci. Chce go zeżreć czy co? Jak mu coś zrobi to pierwszy go wrzucę na patelkę. Poszedłem w stronę swojego wspólnego pokoju z Kisame. Prosiłem kurwa lidera o zmianę, ale mnie zignorował. Jak go kopnę w dupę to pożałuje, że się urodził. Po drodze wpadłem na Tobiego-skunksa, który wyrwał mnie z moich fantazji na temat poświęcenia lidera dla Jashina-samy.
- Tobi przeprasza. Tobi dobry chłopiec.
- Weź sie kurwa.... spierdalaj mi z oczu bambusie!
- Tobi dobry chłopiec?
- Nie! - wrzasnąłem i poszedłem szybkim krokiem do pokoju. Usłyszałem jeszcze z korytarza, jak Tobi drze się, że będzie płakał. Kisame w pokoju nie było. Dla rozładowania emocji postanowiłem po odprawiać rytuały dla Jashina.
Deidara![]()
Postanowiłem pownerwiać swojego mistrza trochę dłużej. Po za tym pierwszy raz odkąd tu jestem nie usłyszałem od nikogo dobrego słowa. Danna jest pierwszy, który powiedział dziękuje. Usiadłem pod ścianą, naprzeciwko drzwi Sasoriego. Czekałem, aż wyjdzie, ale chyba się łudziłem. Zaczęło mi burczeć w brzuchu. Nie jadłem co prawda śniadania, no ale Sasori też nie. Ile można siedzieć bez żarcia? Siedziałem w tym samym miejscu bardzo długo. Korytarzem zaczął przechodzić Itachi. Zdziwiło mnie, jak zapukał do drzwi skorpiona, a ten go wpuścił. To ten zadufany w sobie Uchiha ma jakieś specjalne prawa?! Wstałem i w złości kopnąłem w ścianę. Wściekły poszedłem do kuchni. Konan podała mi talerz z kilkoma kanapkami. Była bardzo miła. Szczególnie dla mnie, Hidana i Tobiego. Zastanawiałem się dlaczego, ale nic sensownego nie przyszło mi do głowy. Zjadłem w ciszy i z powrotem poszedłem usiąść pod te nieszczęsne drzwi. Byłem w sporym szoku, jak usłyszałem krzyki i jęki. Należały one do Itachiego. Przez chwilę, zanim dotarła do mnie kto się wydziera, pomyślałem, że Uchiha robi coś mojemu mistrzowi. Po za tym... odgłosy brzmiały nieco dziwnie. Podstawiłem bez namysły jedną z moich glinianych figurek i wysadziłem drzwi. Przed oczami ukazał mi się bardzo dziwny widok. Myślałem, że zaszło tu coś poważnego, ale nieco się pomyliłem. Danna ciągnął tego frajera za płaszcz i chyba próbował go z łóżka wyciągnąć. Oboje spojrzeli się na mnie zaskoczeni.
Itachi
Stałem pośrodku niepościelonego łóżka. Sasori i tak nie sypia, więc to bez różnicy. Pech chciał, że belka się złamała i noga mi się zaklinowała w świeżo zrobionej przeze mnie dziurze. Sasori wstał i próbował mnie stamtąd wydostać, ale łóżko się całe zarwało. Straciłem równowagę i wpadłem w większą dziurę całym ciałem. Z mojego gardła wydostał się krzyk, kiedy jakaś sprężyna włazła mi w tyłek. Mistrz marionetek złapał mnie za płaszcz i starał się wyciągnąć ze zdemolowanego łóżka nie ukrywając rozbawienia. W pewnym momencie drzwi od pokoju zostały bezczelnie wysadzone. We framudze, w kłębach dymu stał zszokowany Deidara.
- Co się tu dzieje? - zapytał spoglądając to na mnie, to na Sasoriego.
- ... co ty robisz? - odezwał się po chwili milczenia Akasuna.
- Eee.. - Deidara się zaciął - a co wy tu wyprawiacie?
- Itachi starał się zrobić striptiz, ale coś mu nie wyszło - zaśmiał się Sasori. Wydawało mi się, że nie był zły za zdemolowanie mu połowy pokoju. Ja siedziałem cicho na podłodze po tym, jak jakoś udało mi się wydostać z gruzów łóżka. Deidara wydawał się być nieco zażenowany całą tą sytuacją. Na nasze szczęście Konan zawołała nas z dołu. Zeszliśmy całą trójką z piętra na dół do salonu. Reszta już była na miejscu. Pein stał na blacie stołu trzymając w ręce jakieś kartki.
- Mam dla was misje - uśmiechnął się szeroko. Każdy po kolei dostał białą kartkę z brzydkim czarnym pismem lidera. W prawym rogu narysowane były różowe kwiatki. Zrobiło mi się niedobrze, jak kobiecie w ciąży.
Pein![]()
Rozdałem wszystkim kartki z zadaniami. Trochę było mi głupio, bo narysowałem na kilku z nich kwiatki różowym długopisem. Wróć. Prawie wszystkim. Chciałem, by ktoś został ze mną w tym wielkim domu. W końcu ktoś do sprzątania zawsze się przyda. Chciałem zostawić Tobiego, ale nie byłem pewny czy z tym arcytrudnym zadaniem se poradzi, więc zmieniłem listy w ostatniej chwili i zostawiłem Sasoriego. On i jego marionetki powinny szybko wyczyścić na błysk całą chatę. Widziałem przez chwilę niezadowolenie na twarzy Deidary. No... ale to ja jestem lider. Ja tu rządze.
- Tobi dobry chłopiec. Tobi będzie współpracować z Zetsu! Tobi będzie podlewać!
Zetsu zrobił kilka kroków w tył, po czym zwiał do ogrodu, by się tam wtopić w otoczenie. Deidara podszedł do mnie z pretensjami, że nigdzie sam na misję nie pójdzie. Nie miałem zamiaru puszczać nowej sprzątaczki, więc kazałem Konan dołączyć do blondyna. Nadal był niezadowolony. Kretyn. Hidan znowu zaczął bluzgać, że nie ma ochoty znosić nastrojów Kakuzu. Niby tak się czepiał, a z szerokim uśmiechem chodził za swoim partnerem, jak pies na smyczy. Żeby nie narażać się na kolejne problemy moich ludzi, udałem się do swojego biura. Usiadłem i zacząłem przeglądać rachunki za czynsz.
Tobi
Tobi się cieszy. Tobi ma okazję się wykazać. Tobi skacząc na jednej nodze podbiegł i przytulił Sasoriego, by mu nie było smutno, że musi zostać w domu, podczas gdy inni będą się świetnie bawić. Brązowooki kopnął Tobiego w brzuch i zakomunikował by Tobi się nie zbliżał, bo inaczej Tobi zdechnie. Tobi wytrzeszczył oczy, chociaż nikt tego widzieć nie mógł, bo Tobi nosi pomarańczową maskę, bo Tobi ma wielkie zmarszczki. Tobiemu zrobiło się smutno, więc opuścił siedzibę Akatsuki i wyruszył na misję. Tobi szybko się z nią uporał i wrócił ze wszystkich najszybciej. Tobiemu nie podobało się to, co zobaczył. W domu było brudno, a przy okazji Tobi potykał się o leżące na podłodze puszki piwa. Tobi zauważył, że Sasori chodzi po pokoju i je zbiera, więc Tobi postanowił mu pomóc licząc, że w nagrodę dostanie ciastko. Tobi po chwili gapienia się na towarzysza stwierdził, że ciężko mu poruszać prawą ręką.
- Tobiego ciekawi co ci się stało w rękę.
- Dostał mi się piasek do mechanizmu zginania... - powiedział spoglądając na rękę.
- ???
Tobi był w szoku, jak Sasori odsłonił rękaw płaszcza. Tobi zobaczył kawałek zdartej skóry i przelatującą chakrę, która trzymała różne... rzeczy. Sasori powiedział Tobiemu, że jest pół-marionetką, pół-człowiekiem. Tobi nie mógł uwierzyć, więc usiadł Sasoriemu na kolanach i zaczął odpinać guziki płaszcza. To co Tobi zobaczył wywołało u niego zafascynowanie. Po lewej stronie z piersi wystawała niewielka skrzyneczka z napisem „serce”. Tobi odruchowo przejechał po niej palcem, a skorpion zaczął się śmiać. Sasori wytłumaczył Tobiemu, że w małej skrzynce mieści się jego serce, które podtrzymuje funkcje życiowe, i jest jak jego drugie ciało. Tobi uśmiechnął się pod swoją maską i zaproponował swoją pomoc w naprawie ręki. Po kilku godzinach czyszczenia, przykręcania i rzeźbienia wszystko było już okey. Tobi był zadowolony, gdy dostał ogromne ciacho. Peina w domu nie było, więc Tobi razem z Sasorim oglądali do późna filmy o piratach. Tobi chce być piratem! Tobi chce mieć statek! Tobi chce okradać Kakuzu, ze skarbów! Tobi nie mógł zasnąć, w przeciwieństwie do skorpiona, więc poszedł na spacer i spotkał Sasuke. Zgwałcił go i poszedł dalej... szukać Zetsu.