Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
znajomijoe.pl blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl darmowe forum val.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl forumforum.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
Akatsuki Family! | kyo.no.danna.
Akatsuki Family

Part III


 

Kakuzu

Zabije. Albo nie. Zabiorę serce a potem zabiję. Hidan mnie już tak wnerwia, że jestem gotowy zabić tą gnidę. Przyniósł mi przed chwilą jakieś chwasty i próbował wmówić, że to tulipany. Teraz siedzi gdzieś pod drzewem i skarży swojemu bogowi, że odrzuciłem jego „kwiatowe oświadczyny”. Wracamy właśnie do siedziby Akatsuki po nieco spieprzonej misji. Do wieczora powinniśmy dojść, o ile Hidan skończy się szybko modlić. Przyszedł do mnie po skończonych rytuałach cały ulany krwią. Wsadził se palec do gęby i zaczął go ssać, by mnie wnerwić jeszcze bardziej (o ile to możliwe). Rzuciłem się na niego, wyciągnąłem z kieszeni chusteczkę higieniczną i powoli zacząłem wycierać czerwoną ciecz z twarzy mojego jebniętego towarzysza. Hidan był wyraźnie rozczarowany moim zachowaniem. Powiedział mi nawet, że jeżeli nie dam mu za chwilę słodkiego całusa, to spali mi walizki z pieniędzmi. W obawie o stratę dużej kasy postanowiłem zrobić to o co prosi. Pochyliłem się nad nim, gdy ten mnie popchnął i przewrócił na plecy. Poczułem na sobie ogromny ciężar… Już słoń waży mniej.
- Co ty…? – urwałem a raczej mi urwano. Ten dzikus… mnie pocałował!
Już miałem dać mu kopa, gdy pod bluzką poczułem dwie chłodne dłonie. Cichy jęk wydostał się z mojego gardła. Ten uśmiechnął się chytrze, a gdy nie zaprzestał swoich działań wyciągnąłem prawą rękę przed siebie pozwalając by cienkie żyłki oplotły ciało Hidana i odsunęły go na bezpieczną dla mnie odległość. Nie, żebym tego nie chciał, ale ziemia nie jest zbyt wygodna a jego płeć mi nie odpowiada… ZARAZ! O CZYM JA DO CHOLERY MYŚLĘ! STFU! Chyba brak większej gotówki tak na mnie działa. A przy okazji – do siedziby Akatsuki dotarliśmy ostatni. Jak jakieś ofermy. Idę do Hidana by go zabić.

 

Sasori

Obudziłem się w łóżku. Zaskakująco wygodnym łóżku. A do tego nie w moim pokoju. Ściany były jasnoniebieskie, a przy okazji  było tu obrzydliwie czysto. Zdecydowanie to nie moje miejsce. Usłyszałem szczęk drzwi, więc szybko zamknąłem oczy udając, że wciąż śpię.  Ktoś podszedł do mnie i przykrył zrzuconą na podłogę kołdrą. Czyjaś ręka powędrowała na moją głowę i zaczęła mi delikatnie mierzwić włosy. Do uszu dotarł szept, że za chwilę przyniesie mi coś do jedzenia. Już dobrze wiedziałem gdzie jestem i kto mnie tu trzyma. Dopiero jak wyszedł zauważyłem gliniane figurki na szafce. Nic by nie było w tym dziwnego, gdyby nie ich postura. Kształtem przypominały ludzi. Ciężko było stwierdzić kogo przedstawiały. Deidara zawsze uważał się za artystę, chociaż jego dzieła w niczym nie przypominały tego co ja uważam za sztukę. Sięgnąłem po jedną z nich i zacząłem się jej bliżej przyglądać. Deidara nie używał kolorów, tylko białej, podejrzliwie wyglądającej masy. Wszedł do pokoju z pełnym talerzem jedzenia. Zrobiło mi się niedobrze. Już nawet nie pamiętam, kiedy miałem coś w ustach. Picia też nie potrzebowałem.
- Już się obudziłeś, un! ^-^ - podszedł do mnie z szerokim uśmiechem.
- Chyba nie myślałeś, że będę spał wiecznie..
Deidara przygryzł dolną wargę, postawił talerz na szafce obok i wskoczył na łóżko. Usiadł mi na brzuchu i sięgnął ręką po jakieś ciastko. Przystawił mi je do ust, ale ja nie zamierzałem nic robić.
- Nie chcę – powiedziałem spokojnie.
Deidara włożył kawałek ciastka pomiędzy swoje wargi i pochylił się nade mną.
- A teraz chcesz? – wymamrotał podając mi w zębach ciastko.
Skrzywiłem się, ale żeby się nie kłócić zabrałem od niego smakołyk. Nie zjadłem go, bo nie mogłem. Ale żeby idiota zostawił mnie w spokoju trzymałem ciacho w zębach.
- No jedz, un
- Nie. Zejdź ze mnie! Weź stąd to żarcie! – krzyknąłem kiedy zaczął mi machać talerzem przed nosem.
- Jesteś o wiele milszy kiedy śpisz.

Hidan

Kakuzu wlazł mi do pokoju bez pukania, i nawet zapytania o zgodę. Właśnie se kurwa odprawiałem rytuały dla Jashina, gdy ten do huja brutalnie pchnął mnie na wyrko. Nie Jashin. Kakuzu do cholery. Kopnąłem go w jajca i schowałem się pod wyrkiem. Obiecał mi wolną i bolesną śmierć jak wracaliśmy do bazy. Kurwa za jeden nędzny buziak i niedokończony, pierdolony gwałt … Kakuzu wyciągnął mnie spod wyra. Szybko się do niego przytuliłem i zacząłem go kurwa przepraszać. Zaraz… ! Wróć! Ja nie muszę go za nic do huja przepraszać! Jestem nieśmiertelny kurwa jasna! MWAHAHAHAHA! Ops… Ja się zaśmiałem na głos… Kakuzu wyszedł trzaskając jebanymi drzwiami. Pewnie pomyślał, że mi odjebało MWAHAHA. Koniec przyjemności kurwa mać. Trzeba się zabrać za modlitwę o .. o… no właśnie kurwa…. O co?

 

Deidara

Wyszliśmy oboje na dwór pooddychać świeżym powietrzem. Nagle niewiadomo skąd wyskoczył Tobi i zepsuł mi cały plan.
- Tobi szuka Zetsu! Tobi chce pomóc w fotosyntezowaniu się!
- Tu go nie ma o.O’ – odpowiedziałem, współczując biednemu Zetsu…
- Tobi dobry chłopiec! Tobi potrzebuje pomocy w złapaniu Zetsu! Tobi myśli, że jego przyjaciel się odwodni!
Sasori westchnął po czym zrobić kilka kroków do przodu i zaproponował pomoc Tobiemu. O.O Gęba mi opadła… Kto normalny chciałby pomóc temu… czopkowi?
Zostawili mnie oboje zdezorientowanego…. Potem słyszałem tylko krzyk Zetsu i radość Tobiego.
- Tobi pomoże Zetsu! Tobi podleje!
- AAA! TO SOK Z PORZECZEK! POMOCY!
- Tobi zadowolony, że Zetsu szczęśliwy! Tobi dobry chłopiec!
______________________________________

o.O' Sorcia, za aż taki poślizg... były wakacje :P Sie wypoczywało no! XD Dobra, jak narazie to tyle. Potem pomyśle nad resztą :P Nowa nocia obiecuje, że niedługo =]
KyO




kyo.no.danna 31st.Aug.08 [komentarzy 4] Komentuj

Part II


Hidan

Znowu jakaś ciota przylazła. Ja go do kurwy nędzy poświęcę dla  Jashina. Nie będzie mi się jakaś kolejna cipa pałętała pod nogami. Nie dość, że Deidara jest problemem. A tak w ogóle to gdzie do kurwy jest Kakuzu? Normalnie go któregoś pięknego dnia zapierdolę swoją cudną kosą. Od trzech dni Zetsu się przy nim kręci. Chce go zeżreć czy co? Jak mu coś zrobi to pierwszy go wrzucę na patelkę. Poszedłem w stronę swojego wspólnego pokoju z Kisame. Prosiłem kurwa lidera o zmianę, ale mnie zignorował. Jak go kopnę w dupę to pożałuje, że się urodził. Po drodze wpadłem na Tobiego-skunksa, który wyrwał mnie z moich fantazji na temat poświęcenia lidera dla Jashina-samy.
- Tobi przeprasza. Tobi dobry chłopiec.
- Weź sie kurwa.... spierdalaj mi z oczu bambusie!
- Tobi dobry chłopiec?
- Nie! - wrzasnąłem i poszedłem szybkim krokiem do pokoju. Usłyszałem jeszcze z korytarza, jak Tobi drze się, że będzie płakał. Kisame w pokoju nie było. Dla rozładowania emocji postanowiłem po odprawiać rytuały dla Jashina.

Deidara

Postanowiłem pownerwiać swojego mistrza trochę dłużej. Po za tym pierwszy raz odkąd tu jestem nie usłyszałem od nikogo dobrego słowa. Danna jest pierwszy, który powiedział dziękuje. Usiadłem pod ścianą, naprzeciwko drzwi Sasoriego. Czekałem, aż wyjdzie, ale chyba się łudziłem. Zaczęło mi burczeć w brzuchu. Nie jadłem co prawda śniadania, no ale Sasori też nie. Ile można siedzieć bez żarcia? Siedziałem w tym samym miejscu bardzo długo. Korytarzem zaczął przechodzić Itachi. Zdziwiło mnie, jak zapukał do drzwi skorpiona, a ten go wpuścił. To ten zadufany w sobie Uchiha ma jakieś specjalne prawa?! Wstałem i w złości kopnąłem w ścianę. Wściekły poszedłem do kuchni. Konan podała mi talerz z kilkoma kanapkami. Była bardzo miła. Szczególnie dla mnie, Hidana i Tobiego. Zastanawiałem się dlaczego, ale nic sensownego nie przyszło mi do głowy. Zjadłem w ciszy i z powrotem poszedłem usiąść pod te nieszczęsne drzwi. Byłem w sporym szoku, jak usłyszałem krzyki i jęki. Należały one do Itachiego. Przez chwilę, zanim dotarła do mnie kto się wydziera, pomyślałem, że Uchiha robi coś mojemu mistrzowi. Po za tym... odgłosy brzmiały nieco dziwnie. Podstawiłem bez namysły jedną z moich glinianych figurek i wysadziłem drzwi. Przed oczami ukazał mi się bardzo dziwny widok. Myślałem, że zaszło tu coś poważnego, ale nieco się pomyliłem. Danna ciągnął tego frajera za płaszcz i chyba próbował go z łóżka wyciągnąć. Oboje spojrzeli się na mnie zaskoczeni.

 

Itachi

Stałem pośrodku niepościelonego łóżka. Sasori i tak nie sypia, więc to bez różnicy. Pech chciał, że belka się złamała i noga mi się zaklinowała w świeżo zrobionej przeze mnie dziurze. Sasori wstał i próbował mnie stamtąd wydostać, ale łóżko się całe zarwało. Straciłem równowagę i wpadłem w większą dziurę całym ciałem. Z mojego gardła wydostał się krzyk, kiedy jakaś sprężyna włazła mi w tyłek. Mistrz marionetek złapał mnie za płaszcz i starał się wyciągnąć ze zdemolowanego łóżka nie ukrywając rozbawienia. W pewnym momencie drzwi od pokoju zostały bezczelnie wysadzone. We framudze, w kłębach dymu stał zszokowany Deidara.
- Co się tu dzieje? - zapytał spoglądając to na mnie, to na Sasoriego.
- ... co ty robisz? - odezwał się po chwili milczenia Akasuna.
- Eee.. - Deidara się zaciął - a co wy tu wyprawiacie?
- Itachi starał się zrobić striptiz, ale coś mu nie wyszło - zaśmiał się Sasori. Wydawało mi się, że nie był zły za zdemolowanie mu połowy pokoju. Ja siedziałem cicho na podłodze po tym, jak jakoś udało mi się wydostać z gruzów łóżka. Deidara wydawał się być nieco zażenowany całą tą sytuacją. Na nasze szczęście Konan zawołała nas z dołu. Zeszliśmy całą trójką z piętra na dół do salonu. Reszta już była na miejscu. Pein stał na blacie stołu trzymając w ręce jakieś kartki.
- Mam dla was misje - uśmiechnął się szeroko. Każdy po kolei dostał białą kartkę z brzydkim czarnym pismem lidera. W prawym rogu narysowane były różowe kwiatki. Zrobiło mi się niedobrze, jak kobiecie w ciąży.

Pein

Rozdałem wszystkim kartki z zadaniami. Trochę było mi głupio, bo narysowałem na kilku z nich kwiatki różowym długopisem. Wróć. Prawie wszystkim. Chciałem, by ktoś został ze mną w tym wielkim domu. W końcu ktoś do sprzątania zawsze się przyda. Chciałem zostawić Tobiego, ale nie byłem pewny czy z tym arcytrudnym zadaniem se poradzi, więc zmieniłem listy w ostatniej chwili i zostawiłem Sasoriego. On i jego marionetki powinny szybko wyczyścić na błysk całą chatę. Widziałem przez chwilę niezadowolenie na twarzy Deidary. No... ale to ja jestem lider. Ja tu rządze.
- Tobi dobry chłopiec. Tobi będzie współpracować z Zetsu! Tobi będzie podlewać!
Zetsu zrobił kilka kroków w tył, po czym zwiał do ogrodu, by się tam wtopić w otoczenie. Deidara podszedł do mnie z pretensjami, że nigdzie sam na misję nie pójdzie. Nie miałem zamiaru puszczać nowej sprzątaczki, więc kazałem Konan dołączyć do blondyna. Nadal był niezadowolony. Kretyn. Hidan znowu zaczął bluzgać, że nie ma ochoty znosić nastrojów Kakuzu. Niby tak się czepiał, a z szerokim uśmiechem chodził za swoim partnerem, jak pies na smyczy. Żeby nie narażać się na kolejne problemy moich ludzi, udałem się do swojego biura. Usiadłem i zacząłem przeglądać rachunki za czynsz.

Tobi

Tobi się cieszy. Tobi ma okazję się wykazać. Tobi skacząc na jednej nodze podbiegł i przytulił Sasoriego, by mu nie było smutno, że musi zostać w domu, podczas gdy inni będą się świetnie bawić. Brązowooki kopnął Tobiego w brzuch i zakomunikował by Tobi się nie zbliżał, bo inaczej Tobi zdechnie. Tobi wytrzeszczył oczy, chociaż nikt tego widzieć nie mógł, bo Tobi nosi pomarańczową maskę, bo Tobi ma wielkie zmarszczki. Tobiemu zrobiło się smutno, więc opuścił siedzibę Akatsuki i wyruszył na misję. Tobi szybko się z nią uporał i wrócił ze wszystkich najszybciej. Tobiemu nie podobało się to, co zobaczył. W domu było brudno, a przy okazji Tobi potykał się o leżące na podłodze puszki piwa. Tobi zauważył, że Sasori chodzi po pokoju i je zbiera, więc Tobi postanowił mu pomóc licząc, że w nagrodę dostanie ciastko. Tobi po chwili gapienia się na towarzysza stwierdził, że ciężko mu poruszać prawą ręką.
- Tobiego ciekawi co ci się stało w rękę.
- Dostał mi się piasek do mechanizmu zginania... - powiedział spoglądając na rękę.
- ???
Tobi był w szoku, jak Sasori odsłonił rękaw płaszcza. Tobi zobaczył kawałek zdartej skóry i przelatującą chakrę, która trzymała różne... rzeczy. Sasori powiedział Tobiemu, że jest pół-marionetką, pół-człowiekiem. Tobi nie mógł uwierzyć, więc usiadł Sasoriemu na kolanach i zaczął odpinać guziki płaszcza. To co Tobi zobaczył wywołało u niego zafascynowanie. Po lewej stronie z piersi wystawała niewielka skrzyneczka z napisem „serce”. Tobi odruchowo przejechał po niej palcem, a skorpion zaczął się śmiać. Sasori wytłumaczył Tobiemu, że w małej skrzynce mieści się jego serce, które podtrzymuje funkcje życiowe, i jest jak jego drugie ciało. Tobi uśmiechnął się pod swoją maską i zaproponował swoją pomoc w naprawie ręki. Po kilku godzinach czyszczenia, przykręcania i rzeźbienia wszystko było już okey. Tobi był zadowolony, gdy dostał ogromne ciacho. Peina w domu nie było, więc Tobi razem z Sasorim oglądali do późna filmy o piratach. Tobi chce być piratem! Tobi chce mieć statek! Tobi chce okradać Kakuzu, ze skarbów! Tobi nie mógł zasnąć, w przeciwieństwie do skorpiona, więc poszedł na spacer i spotkał Sasuke. Zgwałcił go i poszedł dalej... szukać Zetsu.




kyo.no.danna 7th.Jun.08 [komentarzy 5] Komentuj

Part I


Akatsuki Story - Diary

 

Tobi

Tobi jest dobry chłopiec. Tobi przybył właśnie do bazy Akatsuki, która przypomina pięciogwiazdkowy hotel. Lider powitał mnie uściskiem dłoni otwierając przede mną drzwi. Tobi dostał taki sam płaszcz, jak inni członkowie organizacji, bo Tobi jest dobry chłopiec. Wszyscy siedzieli w salonie. Kilka osób podśmiewało się pod nosem jak Tobi stanął pośrodku pokoju i się przedstawił. Jeszcze tego pożałują. Nie wolno się śmiać z Tobiego, jak nic złego nie zrobił. Tobi czuł się przez chwilę odrzucony i samotny, ale zaraz wyjął ciastko z kieszeni, i sam się pocieszył. Pein kazał się przedstawić swoim podwładnym. Tobi niestety nie otrzymał specjalnego pierścienia, bo Orochimaru zamiast go oddać to go przepił. Tobi myśli, że nikt go to nie polubi...
- Jestem Itachi Uchiha, mistrz genjutsu - odezwał się czarnowłosy chłopak podając mi rękę. Tobi go zna. Tobi go nie lubi. Tobi go kopnie w tłusty zad.
- Ja jestem Kisame Hoshigaki ^-^ - przedstawił się niebiesko skóry gościu z rybimi oczami. Tobiemu wydaje się, że to debil.
- Zwą mnie Zetsu - powiedział  człowiek-roślina. Miał wielkiego krzaka na głowie. Tobi będzie podlewać. Tobi dobry chłopiec.
- Nazywam się Sasori - mruknął brązowooki chłopak. Tobi myśli, że jest tu najmłodszy. Tobi się zaprzyjaźni.
- Na imię mam Kakuzu - rzekł czarnowłosy koleś. Tobi myśli, że on jest zły. Tobi się go boi. Tobi kupi przez niego Voodo.
- A ja jestem Konan - odezwała się niebiesko włosa kobieta. Tobiemu zdaje się, że Konan lubi Tobiego. Tobi lubi Konan.
- Nazywam się Deidara, un - Tobi jest w szoku. Tobi usłyszał męski głos w ciele kobiety. Tobi nie będzie podchodził bliżej.
- Jestem Hidan - oblizał się białowłosy chłopak. Tobiego on przeraża. Tobi będzie się trzymać z daleka.
- Mnie już znasz. Pein, albo Lider-sama - uśmiechnął się szef bandy. Tobi zwali go ze stanowiska. Tobi myśli, że to jest ciapa.
Tobi dostał pokój i poszedł spać. Wpadł jeszcze do salonu obejrzeć dobranockę i wrócił do siebie. Tobi miał koszmar senny. Tobiego goniły wiewiórki. Tobi nie lubi wiewiórek. Tobi je zabije śmietaną w sprayu.

 

Kakuzu

Obudził mnie rano przeraźliwy krzyk. Przez chwilę wydawało mi się, że Hidan znowu odprawia swoje rytuały, ale ten głos nie należał do niego. Postanowiłem zejść na dół do kuchni, skąd dochodził hałas. Zobaczyłem tego nowego... chyba Tobi miał na imię. Stał nad Itachim. Uchiha był zdenerwowany, przy okazji miał sałatkę na włosach. To on krzyczał. Jestem w szoku. Był zawsze opanowany, miał wszystkich w dupie, a teraz wydzierał się z kuchni. Wyglądał na zaspanego i nie bardzo przytomnego. Kicha, a nie Itachi. Nikt by go nie poznał w takim stanie. Po chwili wszyscy zebrali się przy stole, oprócz Konan i Peina, których nie było. Poczekałem jeszcze kilka minut, aż Zetsu przyniesie mi śniadanie. Założyłem się z nim trzy dni temu o to, że sprzeda swoją podobiznę na allegro i przegrał. Nie miał kasy, więc  teraz odpracowywuje w naturze. Zetsu postawił przede mną talerz z trzema ozdobionymi grzankami.
- Ty się na kucharza nadajesz, a nie na członka Akatsuki - zaśmiałem się zabierając za ślicznie przygotowany posiłek. Zetsu posłał mi złowrogie spojrzenie w stylu „Odczep się i najlepiej udław tym żarciem”. Roślinka siedziała naprzeciwko mnie i piła wodę. Znałem go od dawna. Jego i jeszcze dwie inne osoby z naszej organizacji. Mam na myśli tutaj lidera i Kisame. Reszta doszła nieco później. Z początku było spoko. Dopóki nie pojawił się ktoś taki jak Hidan, Deidara, czy może Tobi....Eehh...

 

Sasori

No nie wierze. Jakie to żałosne. Znowu jakiś upierdliwy koleś. Jedno trzeba mu przyznać - jest jeszcze gorszy od Deidary. Może jak poproszę ładnie lidera to znowu pozwoli mi pracować samemu. Byłoby super. Skierowałem się do swojej pracowni.
- Sasori no Danna? - usłyszałem znajomy, irytujący głos tuż za swoimi plecami. Minął tydzień odkąd ta gnida się tu znalazła. Jak mu zaraz nie przywalę to będzie mi smutno.
- Czego? - warknąłem nawet nie spoglądając na nowego partnera.
- Dlaczego jesteś dla mnie taki niemiły, un? - zaczął gdy staliśmy już pod drzwiami.
- Po co za mną leziesz? - zapytałem w końcu siląc się na miły ton głosu. Przez chwilę wydało mi się, że blondyn się speszył i miał zamiar wrócić na śniadanie, lecz wciąż stał pod moimi drzwiami. Nie miałem zamiaru pozwolić mu wejść. Niech nawet o tym nie myśli. Do mojej pracowni mam tylko ja dostęp. Nikt więcej. Najwidoczniej Deidara miał w nosie moją prywatność.
- Tak właściwie... Danna mam coś dla ciebie - wyksztusił i po chwili milczenia wyjął z kieszeni płaszcza małą figurkę. Odruchowo podniosłem jedną brew do góry.
- Co to jest?
- Lubisz motyle?
- Jak cholera - odburknąłem próbując wleźć do swojej pracowni. Udało mi się. Szybko zamknąłem za sobą drzwi.
- Danna! - uchyliłem je lekko by zobaczyć, co ten dureń jeszcze chce ode mnie. Zobaczyłem wyciągniętą rękę z białą sylwetką motyla przed swoimi oczyma. Wziąłem ją delikatnie opuszkami palców i wymamrotałem po cichu coś w stylu „dziękuję” i zamknąłem drzwi z donośnym trzaskiem.
Mogłem się domyślić, że na twarz Deidary wpłynął dość duży szok po tym jak usłyszał niewyraźne podziękowania. Od samego początku nie mógł liczyć na coś miłego z mojej strony. Jedyne słowa wypływające z moim ust każdego dnia to „spierdalaj”, ”wal sie”, „idź se już”, „przestań się naprzykrzać” itp.

CDN...
________________________
Pisane pamiętnikiem by lepiej poznać "problemy emocjonalne" bohaterów xD.




kyo.no.danna 15th.May.08 [komentarzy 8] Komentuj



Lider

To ja tutaj rządzę. Chcesz mi pomóc?

Kartoteka
Obejrzyj lub wpisz się na pamiątkę. Kakuzu będzie wdzięczny!

Licznik
Jesteś 1254 ofiarą Zetsu.

Linki
Inner Story
Naruto Story
Stuffs
Moja Galeria


Historia
2008
Sierpień
Czerwiec
Maj


Szablon
Autorstwa Misuzu, więcej tutaj.